Pomyśleć, że jeszcze dwa pokolenia temu problemem polskiego konsumenta były puste półki. Długie kolejki i kupowanie „spod lady” oznaczały, że nikt nie zastanawiał się, jaką wybrać czekoladę czy herbatę. Kupowało się to, co akurat „rzucono” do sklepu. Dziś żyjemy w zupełnie innym świecie. W niemal każdej kategorii produktowej, od jogurtów po samochody, czekają na nas dziesiątki, a czasem setki marek i wariantów. Wydawałoby się, że to konsumencki raj. Tymczasem obfitość, która miała wyzwolić klienta, coraz częściej go paraliżuje. Współczesny nabywca tonie w opcjach, opiniach, reklamach i danych. i paradoksalnie, im więcej wie, tym trudniej mu wybrać… i tym mniej jest zadowolony z wyboru, którego ostatecznie dokona.