Jeszcze nigdy w historii nie mieliśmy tylu narzędzi do zarządzania czasem, planowania zadań i monitorowania efektywności. Kalendarze synchronizują się między urządzeniami, aplikacje przypominają o kolejnych obowiązkach, sztuczna inteligencja pomaga pisać, analizować i organizować pracę. Paradoks polega jednak na tym, że mimo technologicznego wsparcia coraz więcej osób ma poczucie permanentnego zmęczenia, przeciążenia i życia w ciągłym niedoczasie. Nie dlatego, że pracują mniej. Właśnie dlatego, że pracują niemal bez przerwy. Współczesna kultura produktywności wmówiła nam, że wartość człowieka można mierzyć liczbą wykonanych zadań, odhaczonych punktów na liście i godzin spędzonych przy komputerze. Kto odpowiada na wiadomości o szóstej rano, uczestniczy w spotkaniach przez cały dzień, a wieczorem jeszcze nadrabia zaległości, uchodzi za zaangażowanego. Tymczasem aktywność nie jest tym samym co skuteczność, podobnie jak ciągłe zajęcie nie oznacza realnego postępu. Problem polega na tym, że bardzo łatwo pomylić ruch z kierunkiem.