W firmach rodzinnych najtrudniejsze decyzje zapadają przy stole. Czasem to stół konferencyjny, częściej kuchenny. Jedno jest pewne: gdy rozmowa schodzi na sukcesję, napięcie można kroić nożem. Bo jak powiedzieć synowi, że jeszcze nie dorósł do prowadzenia firmy, choć ma już 42 lata i dwa fakultety? Albo córce, że owszem, zna się na marketingu, ale to nie to samo, co zarządzanie 30-letnim biznesem?